Kekes

Ze wzgórza oddalonego o kilka km od mojego domu rozpościera się widok na płaską jak stół Nizinę Sandomierską, natomiast na południe widać już tylko góry (dokładniej Beskidy). W tym miejscu można powiedzieć, „zaczynają” się Karpaty. A co jest po drugiej stronie? Zajęło nam kilka dni aby to sprawdzić. Mniej więcej w linii prostej na południe „ostatnim” wzniesieniem jest Kekes, czyli najwyższy szczyt Węgier. Stąd widok na płaską jak stół Wielką Nizinę Węgierską :)

Świadomość, że przecięliśmy Karpaty w jednym z najszerszych miejsc, robi na nas niesamowite wrażenie…

Dalej na południe już tylko płasko…

Żeby ktoś nie pomyślał, że taka z nas „pańszczyzna” :P Kawę dostaliśmy gratis ;)

Kontynuuj czytanie » || Napisal dnia: 2010-07-12 23:39 || 6 Komentarzy || Kategorie: Słowacja, Węgry

Tatry

Zdjęcia z uszkodzonej karty udało się odzyskać ale dopiero w Krakowie… Paweł dalej jedzie sam, więc trzymajcie za niego kciuki!

A teraz krótka historia jak to było…

Dojechałem do Łysej Polany. Paweł już pił coś z kufla. Odrazu zrobiło się wesoło… A nie … to tylko herbata.

Słowacki parkingowy zaproponował nam nocleg za 5 euro. Ale po krótkiej rozmowie o tym, że nasz fundusze musimy ograniczać stwierdził że możemy rozbić namiot na tyłach jego siedziby za darmo :)

Pobudka 3:30. O 4-tej zaczynamy już podjazd do Morskiego Oka. Co prawda zakaz poruszania się rowerami obowiązuje ale o 4-tej nie ma nikogo na bramce a otwarty na oścież szlaban tylko zaprasza do przejechania.

W Morskim Oku opiekun schroniska pozwala nam zostawić rowery za kontenerem na śmieci. Przypinamy je, krótka drzemka w oczekiwaniu na otwarcie kuchni. Śniadanie. I ruszamy na szlak. Pardon, poza szlakiem ;) Trzeba się przedostać z Doliny Rybiego Potoku do Doliny Białego potoku… Nie opłaca się schodzić znów do Łysej Polany więc forsujemy Rybi Potok i przedzieramy się przez las…

Potem już szlakiem w stronę przełęczy Polski Grzebień ( Polsky Hreben ). W dolinie Velickiej przerwa na obiad. Gotowanie i spożywanie posiłku na wysokości ponad 1700 m npm jest czymś bardzo przyjemnym. W dodatku wokoło pojawia się gromadka świstaków…

Schodzimy do hotelu górskiego Śląski Dom, w którym aktualnie odbywa się remont.

Znów mamy szczęście, po krótkiej rozmowie, panowie budowlańcy pozwalają nam przespać się w jednym pomieszczeniu.

Rano wstajemy o 6-tej. Pierwsze grupy na gerlach już ruszają. My czekamy na naszego przewodnika oraz kolegę Szczepana. Po kilku minutach marszu, ubieramy kaski i uprzęże. Pierw strome podejście, czyli „velicka próba” potem już jest prościej ale i tak szlak trudny orientacyjnie. Bez przewodnika byłoby ciężko…

Na Gerlachu widać tylko białą chmurę. Przy zejściu rozpogadza się…

Przy Batizovskim Plesie rozstajemy się. Przewodnik ze Szczepanem wracają do Śląskiego Domu, ja z Pawłem do Popradzkiego Plesa. W schronisku znów piwko i nocleg na tarasie. Opiekun tego schroniska „straszy” nas przed lisami ale w nocy nikt nas nie odwiedził.

Znów pobudka wczesnym rankiem, i marsz na Rysy. Po drodze spotykamy fotografa spod Pruszkowa i kolegę turystę który sugeruje, iż zejście z Rysów żlebem po śniegu w rakach będzie dużo szybsze niż po łańcuchach. Jednak nie decydujemy się na takie kombinacje i zostajemy mocno w tyle.

W Morskim Oku jesteśmy w samo południe…

Miliony „much” nie mogą się mylić -> Tatry są piękne :D

Odbieramy rowery i zaczynamy powolny zjazd do Łysej Polany. Powolny? Bo na drodze do Morskiego ruch jak na Floriańskiej w Krakowie… A na końcu zjazdu czeka na nas już strażnik TPN z informacją o 100 zł mandacie :) ale po krótkiej rozmowie puszcza nas wolno :)

Tak jest! Najwyższe szczyty Słowacji oraz Polski zdobyte.

Wsiadamy na rowery i jedziemy dalej!

Ślad GPS z podejścia na Gerlach.

PS. Podczas wyjścia na Gerlach pan przewodnik robił również za fotografa :) Oto kilka fotek:

Oraz link do zdjęć Szczepana http://picasaweb.google.com/szczepan.jablonski/2655MNPM

Kontynuuj czytanie » || Napisal dnia: 2010-07-11 13:08 || Brak komentarza || Kategorie: Polska, Słowacja

Kryzys dnia trzeciego ? :)

Przez pierwsze dwa dni wszystko sie ukladalo… No moze poza rozbitym filtrem polaryzacyjnym. Narobilismy troche fotek w Tatrach noi pac :/ przy zejsciu z Gerlacha padla karta ze zdjeciami. Straszne rozgoryczenie. Przeciez to zdjecia dla Was…

Na szczescie da sie je odzyskac, tylko troche to potrwa, wiec jak tylko sie uda to je tu wrzucimy :)

Dzis bylismy na Rysach i jeszcze zrobilismy 50 km rowerami. Nie wiem skad mamy sily bo gorach niewiele jedlismy ;)

Pozdrawiamy z Popradu (Slowacja)

Kontynuuj czytanie » || Napisal dnia: 2010-07-04 18:53 || 4 Komentarzy || Kategorie: Polska, Słowacja

Problemy będą zawsze

Takiego zakręcenia jak przez ostatnie dwa dni nie było dawno. Ostatnie zakupy, zaliczenia na uczelni, obrony magistra itd.

W tej całej bieganinie okazało się dziś, że mój rower odebrany wczoraj z serwisu jest w kiepskim stanie. Pogniecione, przez spadający łańcuch, szprychy od strony przerzutek (dla wtajemniczonych: od strony kasety). Tak więc bieganina zrobiła się jeszcze większa i rower trafił znów do serwisu – tym razem do lepszego.

Wymiana szprych dopiero jutro więc Paweł startuje z Krakowa sam, a ja dojeżdżam do niego wieczornym pociągiem.

Nasz pierwszy cel to Gerlach. Na sobotę jesteśmy umówieni z przewodnikiem panem Józefem Michalcem http://przewodnikgorski.net/

Trzymajcie kciuki :)

Kontynuuj czytanie » || Napisal dnia: 2010-06-30 19:29 || 3 Komentarzy || Kategorie: Polska

Pakowanie

Odliczanie dni. Ciągłe poczucie niepewności. Tak właśnie, w czwartek ruszamy… Gdzie i na jak długo ? O tym pewnie w kolejnych wpisach :) Bo nawet my nie wiemy co los dla nas szykuje.

Gdzie to się zmieści ? :)

Tuuu…

Paweł już też się spakował ;)

Kontynuuj czytanie » || Napisal dnia: 2010-06-26 23:39 || Brak komentarza || Kategorie: Polska